poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Haftowana biżuteria...

... nadal powstaje. Co prawda, w ogromnie wolnym tempie, bo upały ciągle nie odpuszczają. Najbardziej dokucza mi duża wilgotność powietrza - wszystko się do człowieka klei :( Nie znoszę tego...
A kolejną przeszkodą w systematycznym przyroście haftów są książki, które podczas urlopu namiętnie czytam :) 
A oto i dwa następne maleństwa w kolorach nieba.
Turkusowy:


Granatowy:


Paskudne zdjęcia mi wyszły, niestety. Tak się znam na fotografii, że nawet nie wiem, dlaczego ;) 

Bardzo dziękuję za niezmiernie miłe komentarze pod poprzednim postem. Pokazane wcześniej medaliony są już u swoich nowych właścicielek. Życzę im przyjemnego noszenia ;)))

I to by było na tyle :)

niedziela, 28 lipca 2013

W taki upał...

... to nie wiadomo, co robić? U nas dzisiaj na termometrze, w cieniu, było 38 stopni. Afryka, to nie moje klimaty ;)
Po wczorajszej, rowerowej wycieczce (okupionej potwornym bólem głowy, ale jak ktoś myśli, że upał to nic strasznego, to ma za swoje) dziś stanowczo odmawiałam wystawiania nosa za drzwi ;) Tylko tyle, żeby Maksio załatwił wszystkie potrzeby i pędem - do domu!
Coś dłubię w hafcikach, ale niewiele. Wymodziłam kolejne wisiory, w kolorach według życzenia ich przyszłych właścicielek. Bo ja niezbyt biżuteryjna jestem ;)





Pozostaje mi jeszcze dokupić łańcuszki, zapinki i wówczas medaliony będą gotowe. Nadal za najgorszą robotę uważam przyklejanie haftu do tekturki i formowanie materiału w owal. Nie zawsze wychodzi to równiutko. Czasem coś upaćkam klejem (może klej mam niedobry?). 
Ale, maszyna tego nie robiła, to praca ręczna więc pewne niedoskonałości też mają swój urok ;)))

A muzycznie dziś nie będzie staroci, ale bardzo fajna nowość :)


I to by było na tyle :)

poniedziałek, 15 lipca 2013

Pierwszy dzień...

... wakacji należałoby jakoś uczcić! Zazwyczaj było to mycie okien, ale jeśli chodzi o okna, to umyłam je wcześniej i są czyste;) Zrobiłam więc pranie, obiad, ogarnęłam co nieco i ponawijałam sobie mulinę na bobinki. Tyle, że szkoda dnia na samo nawijanie... 
No więc rach ciach ciach i zrobiłam po raz pierwszy haftowaną biżuterię. Jakoś posklejałam to wszystko w całość, co wcale nie było ani łatwe, ani oczywiste, bo dopiero na końcu pracy widać, czy wszystko względnie pasuje. 
U mnie widać niedoskonałości, ale głównie na zdjęciu ;) W rzeczywistości niedoróbki nie są tak widoczne. Poza tym, to w końcu pierwsza taka praca. Mam nadzieję dojść do perfekcji ;)


 Podsumowując - o niebo łatwiej wyszywać obrazy, nawet te ogromne, niż tworzyć drobnicę typu breloczki czy medaliony. W wyszywaniu obrazków właściwie nigdy mnie nic nie zaskoczyło. A w haftowanych drobiazgach ciągle mam stres, że coś mi na koniec nie będzie pasować. Ale może potrzeba mi trochę adrenaliny ;)

A na koniec piosenka, która hitem raczej nie była. Udało się jej być w 1985 roku na Liście Przebojów Trójki przez 9 tygodni. Najwyżej - na 22 miejscu. Ale to wystarczyło, żeby zdążyła mi się spodobać :)


I to by było na tyle :)

środa, 10 lipca 2013

Prostują się...

...niektóre ścieżki ;) Otóż Maturzysta od dziś jest studentem. 
Po zaskakująco dobrze napisanej maturze pojawił się dylemat: co studiować, czy w ogóle studiować? Ponieważ Maturzysta chce studiować, to prawie trzy dni z życia były wyjęte, by: wybrać jakiś kierunek (na którym nie trzeba uczyć się chemii i fizyki), przeliczyć punkty, zastanowić się, co po takim kierunku można w życiu robić... 
Po wnikliwej analizie oferty edukacyjnej wrocławskich uczelni, matka Maturzysty doszła do wniosku, że to jest jedna wielka fabryka bezrobotnych :(
No, ale trudno, od dziś jestem szczęśliwą matką dwóch studentów :)
W poniedziałek można zaczynać wakacje :)


I to by było na tyle :)

sobota, 29 czerwca 2013

Wiem, że ostatnio...

...wieje nudą na blogu, ale z powodów osobistych cierpię na permanentny brak weny twórczej. Nie chce mi się zaczynać żadnych ambitnych prac. Poza tym, nigdy nie lubiłam haftować dużych obrazów. Z tego powodu dzisiaj również są do obejrzenia tylko breloczki.
Ten dla taty:



Rower byłby pewnie delikatniejszy, gdybym wyszyła go 1 nitką muliny. Jednak z doświadczenia wiem, że w czasie normalnego używania breloka, taka jedna niteczka szybko się przeciera i haft się pruje :( Stąd też rower masywniejszy może będzie trwalszy :)

A ten dla mamy (bo swój poprzedni sprezentowała koleżance ;):

Muszę go zaraz zszyć, bo potrzebny jest już na jutro :)

Z wieści chorobowych - to Maksio jakoś tam się czuje. Jak na swoje lata i przebyty wylew, to nawet całkiem nieźle. Przekrzywiona głowa i nieznacznie opadnięta powieka tylko nam przypomina o tym, co przeszedł. Nie forsujemy go, dużo wypoczywa, dostaje jeszcze antybiotyk i jest ok. Z konsultacji u neurologa i zrobienia Maksiowi punkcji, zrezygnowaliśmy. Sama nasza pani doktor uważa, ze pies w tym wieku mógłby tego nie przeżyć (nasz portfel pewnie też ;). A my wolimy mieć takiego psa, niż żadnego ;) 
A Maks strasznie się rozpuścił podczas choroby i wyszkolił w żebractwie. Nieba mu uchylaliśmy, to się chłopak szybko przyzwyczaił ;)
Jako, że Maks nie znosi robienia zdjęć, to dziś na fotce zaprezentuje się Mikusia, która w te ostatnio zimne dni znalazła świetne miejsce do leżakowania. Postanowiła wykorzystać fakt, że mąż przewietrzał paralotnię...


A na koniec całkiem nowa piosenka, która z powodzeniem mogła być hitem w latach siedemdziesiątych. Moje klimaty, jak nic ;))) Miłego słuchania wszystkim odwiedzającym życzę :)


I to by było na tyle :)

wtorek, 11 czerwca 2013

Co jest ważniejszego...

... od chorego przyjaciela? Co ja piszę... Jaki to przyjaciel! To RODZINA! 
Nie ma nic ważniejszego, dlatego też wszystkie robótki poszły w kąt. Każdą chwilę poświęcam Maksiowi, który w sobotę dostał wylewu :( 
Leczymy go, rozpieszczamy, dogadzamy ulubionym jedzonkiem. I czekamy, żeby chłopak wyszedł na prostą :)


Maksio ma już słuszny wiek, co widać po kolorze sierści ;) Dwa miesiące temu skończył 14 lat, ale był do tej pory tak sprawny i pełen wigoru, że trudno nam się przyzwyczaić do jego trzęsących się łapek, przewracania się na nierównej powierzchni i trudności z trafieniem mordką do miski :(



 Poza tym mam ostatnio za dużo problemów, z którymi nie jestem w stanie sobie poradzić. Przerasta mnie za wiele rzeczy...
I to by było na tyle :(

niedziela, 2 czerwca 2013

Tym razem...

... w roli breloczków występują serduszka. To miała być odskocznia od domków. Niestety, zszywanie tego dziadostwa jest pozbawione jakiejkolwiek przyjemności. Dlatego też bez żalu porzucę serduszka i powrócę do domków :)


Poza tym pogoda nie nastraja do niczego :( Ciągle pada i pada...I chociaż bardzo lubię deszcz, to mam go już trochę dosyć. 
Wobec tego zostawiam melomanom piosenkę mojego ulubionego zespołu. I jedną z moich ulubionych piosenek, o deszczu właśnie. Piosenka "robi" również za dzwonek w moim telefonie komórkowym :)


I to by było na tyle :)