I to by było na tyle :)
niedziela, 21 grudnia 2014
Wszystkie...
...świąteczne wzorki są w ramkach. Kilka z nich już poleciało w dobre ręce, niektóre czekają na nowych właścicieli, a niektóre, aż ubiorę choinkę :)
czwartek, 4 grudnia 2014
To nie jest...
...tak, że nic nie robię na zwolnieniu lekarskim ;) Nie mogę pracować, ale uprawiać hobby, jak najbardziej :)
A ja, albo haftuję świąteczne wzorki, albo robię bransoletki :)
Oto część z tych, które powstały:
środa, 26 listopada 2014
Produkcja...
... świątecznych hafcików trwa :)
Zapewne byłoby ich już więcej, gdyby nie ostatnie, nieustanne wycieczki do weterynarza :( Wiekowy Maksio, niestety, nie powie, co go boli. Po dwóch tygodniach leczenia na chybił - trafił, zrobiliśmy Maksiowi usg jamy brzusznej i badania krwi. Wyniki rewelacyjne :) Nie ma się do czego przyczepić. Albo Maksia bolą kości, kręgosłup (jak to u jamników), albo to po prostu starość mu doskwiera ...
Zapewne byłoby ich już więcej, gdyby nie ostatnie, nieustanne wycieczki do weterynarza :( Wiekowy Maksio, niestety, nie powie, co go boli. Po dwóch tygodniach leczenia na chybił - trafił, zrobiliśmy Maksiowi usg jamy brzusznej i badania krwi. Wyniki rewelacyjne :) Nie ma się do czego przyczepić. Albo Maksia bolą kości, kręgosłup (jak to u jamników), albo to po prostu starość mu doskwiera ...
A oto kierownik zamieszania :)
sobota, 15 listopada 2014
Wrócilam...
...do tradycyjnych hafcików. Zmęczyły mnie już haftowane medaliony, zrobiłam dziesiątki makramowych bransoletek. Już myślałam, że nigdy nie będę haftować tak, jak wcześniej. Ale nie ;)
Wzięłam się za hafciki świąteczne - kartki i zawieszki choinkowe. Na razie czekają na pranie, prasowanie i oprawę. A od tego wzorku wszystko się zaczęło :)
Wzięłam się za hafciki świąteczne - kartki i zawieszki choinkowe. Na razie czekają na pranie, prasowanie i oprawę. A od tego wzorku wszystko się zaczęło :)
poniedziałek, 20 października 2014
Ten post...
... wyjątkowo nie będzie robótkowy. Będzie o kobietach, które, jak ja, skończyły 40 lat i jak ja, mają mięśniaki. Bo jakie propozycje, w takiej sytuacji, dostają od lekarzy? Usunąć wszystko. Bo do czego mi jeszcze potrzebna macica? Przecież dzieci już mam, następnych nie planuję...
Sprawę moich mięśniaków konsultowałam z kilkoma lekarzami - decyzja zawsze ta sama. Szkoda, że lekarzom nie chce się usuwać samych mięśniaków, jak u młodszych kobiet (słyszałam na ten temat dziesiątki argumentów, dlaczego im się nie chce ;).
Gdy więc już miałam nóż na gardle (tzn.skierowanie do szpitala), przekopałam w internecie wszelkie informacje, co ewentualnie mogłabym zrobić z moimi mięśniakami, byle by się tylko nie operować.
Najdogodniejszą formą leczenia okazała się embolizacja tętnic macicznych. Pominę teraz wszelkie perypetie w postaci poszukiwania, gdzie to zrobić (najlepiej na NFZ, bo to drogi zabieg), jak uzyskać skierowanie od ginekologa na rezonans magnetyczny (kolejne drogie badanie, a ja wydziwiam i życzę sobie jakiś nowatorskich metod), czekać na wyniki, czy embolizacja jest w ogóle możliwa w moim przypadku. A między tą całą walką o własne zdrowie musiałam jeszcze zmierzyć się ze śmiercią taty :(
Tymczasem minął miesiąc od zabiegu. Jest wszystko w porządku mimo tego, że mięśniaki były trzy i to sporej wielkości. Pierwszy sukces odnotowałam już dwa tygodnie po embolizacji - największy mięśniak skurczył się o pół centymetra. Mam nadzieję, że w najbliższą środę, po wizycie lekarskiej, odnotuję następne sukcesy :)
Moje mięśniaki - darmozjady, dzięki embolizacji, zostały odcięte od źródła pożywienia. Bez wyżynania mi wszystkiego, bez okaleczającej do końca życia operacji. Szkoda tylko, że o takiej możliwości leczenia mięśniaków, ginekolodzy nie informują swoich pacjentek.
Sprawę moich mięśniaków konsultowałam z kilkoma lekarzami - decyzja zawsze ta sama. Szkoda, że lekarzom nie chce się usuwać samych mięśniaków, jak u młodszych kobiet (słyszałam na ten temat dziesiątki argumentów, dlaczego im się nie chce ;).
Gdy więc już miałam nóż na gardle (tzn.skierowanie do szpitala), przekopałam w internecie wszelkie informacje, co ewentualnie mogłabym zrobić z moimi mięśniakami, byle by się tylko nie operować.
Najdogodniejszą formą leczenia okazała się embolizacja tętnic macicznych. Pominę teraz wszelkie perypetie w postaci poszukiwania, gdzie to zrobić (najlepiej na NFZ, bo to drogi zabieg), jak uzyskać skierowanie od ginekologa na rezonans magnetyczny (kolejne drogie badanie, a ja wydziwiam i życzę sobie jakiś nowatorskich metod), czekać na wyniki, czy embolizacja jest w ogóle możliwa w moim przypadku. A między tą całą walką o własne zdrowie musiałam jeszcze zmierzyć się ze śmiercią taty :(
Tymczasem minął miesiąc od zabiegu. Jest wszystko w porządku mimo tego, że mięśniaki były trzy i to sporej wielkości. Pierwszy sukces odnotowałam już dwa tygodnie po embolizacji - największy mięśniak skurczył się o pół centymetra. Mam nadzieję, że w najbliższą środę, po wizycie lekarskiej, odnotuję następne sukcesy :)
Moje mięśniaki - darmozjady, dzięki embolizacji, zostały odcięte od źródła pożywienia. Bez wyżynania mi wszystkiego, bez okaleczającej do końca życia operacji. Szkoda tylko, że o takiej możliwości leczenia mięśniaków, ginekolodzy nie informują swoich pacjentek.
I na koniec jeszcze zdjęcie kolejnej makramowej bransoletki :)
środa, 17 września 2014
8 września....
... zmarł mój tata. Cóż więcej pisać.... Nie chce się nic...
To On prowadził mnie za rękę do przedszkola, uczył liter, czytania, potem sprawdzał zeszyty, chodził na wywiadówki...
I mam trochę żalu, że stało się to tak nagle. Choć przecież jeszcze dane nam było być z Nim te 4 krótkie dni w szpitalu, potrzymać za rękę, powiedzieć Mu wszystko, czego się nie powiedziało przez całe życie.
Ale Ty już mogłeś tylko słuchać...
Mam nadzieję, Tatku, że jesteś teraz szczęśliwy i czekasz tam na nas. Ty już wiesz, jak jest w Niebie...
To On prowadził mnie za rękę do przedszkola, uczył liter, czytania, potem sprawdzał zeszyty, chodził na wywiadówki...
I mam trochę żalu, że stało się to tak nagle. Choć przecież jeszcze dane nam było być z Nim te 4 krótkie dni w szpitalu, potrzymać za rękę, powiedzieć Mu wszystko, czego się nie powiedziało przez całe życie.
Ale Ty już mogłeś tylko słuchać...
Mam nadzieję, Tatku, że jesteś teraz szczęśliwy i czekasz tam na nas. Ty już wiesz, jak jest w Niebie...
"Gdy ktoś, kto mi jest światełkiem,
gaśnie nagle w biały dzień..."
wtorek, 26 sierpnia 2014
Wielka szkoda...
... że już po wakacjach :( Można chyba napisać, że i po lecie :( Już od dwóch tygodni jest zimno i brzydko. Już chyba lepiej nie będzie... Niestety, jestem urodzoną pesymistką, chociaż ja to nazywam realnym spojrzeniem na rzeczywistość ;)
Po urlopie nie mogę pochwalić się nadmiarem robótek. Wyplotłam około 20 makramowych bransoletek. Poszły w świat, jak zwykle :) A hafcik zrobiłam tylko jeden. O, taki:
Po urlopie nie mogę pochwalić się nadmiarem robótek. Wyplotłam około 20 makramowych bransoletek. Poszły w świat, jak zwykle :) A hafcik zrobiłam tylko jeden. O, taki:
Biscornu w sepii :)
I to by było na tyle :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










