sobota, 9 czerwca 2012

"Ordynarny faul"

Pasjonatów piłki nożnej w domu nie mam, co nie znaczy, że nie oglądaliśmy wczoraj meczu naszej reprezentacji ;) Kawałek tylko, bo mąż w połowie drugiej połowy poszedł pojeździć na rolkach, a mi się samej oglądać nie chciało. Reszta mężczyzn wybyła z domu w celach muzycznych i relacje, co tam na boisku, zdawała im (w formie smsów) matka, ale oczywiście tylko do połowy drugiej połowy ;)
Potem matka zakasała rękawy i wzięła się za porządkowanie i częściowe usuwanie dotychczas zgromadzonych przez młodzież dóbr materialnych, co by pokój po malowaniu choć trochę zyskał na nowym wyglądzie :)

Działalność robótkowa przedstawia się następująco:
 - Żuraw nad Mietławą leży odłogiem,
 - prezent dla osiemnastolatka - dziergam, ale kontury w tym obrazku mnie dobijają,
 - więcej sukcesów i porażek nie odnotowałam.
W tzw. miedzyczasie pojawiła się zakładka - bardzo przydatna rzecz, gdy się książkę czyta na raty :)


I jeszcze piosenka dla miłośników staroci. Tyle lat temu chłopaki przewidzieli przebieg meczu ;)


I to by było na tyle :)

niedziela, 3 czerwca 2012

Dobry wieczór we Wrocławiu :)

Dziś nie będzie o hafcikach, a o PKP (które "kocham" mocniej, niż Pocztę Polską ;). Jednak dziś nie będę wytykać błędów tego ostatniego bastionu komuny, ale chwalić. Chwalić za dworzec we Wrocławiu. Piękny, odnowiony, z którego nie zrobiono jedynie "nowoczesnej hali odpraw", ale doceniono też to, co przez lata skrywały pseudo marmurowe płyty, blachy i czort wie, co jeszcze. A ja lubię starocie :) Dlatego tylko je zobaczycie na zdjęciach. Bo co będę pokazywała Wam ruchome schody na perony, skoro wszyscy wiedzą, jak owe wyglądają. Jak w galeriach ;)
A więcej tajemnych miejsc na dworcu wrocławskim  (podziemi, tarasów i zakamarków przeznaczonych dla obsługi) zwiedził maturzysta, który z kolegą wygrał zwiedzanie z przewodnikiem. Maturzysta to niesamowity pasjonat kolei. Po dźwięku poznaje, czy jedzie lokomotywa ET 22, czy EU 07 :)
 No to teraz zdjęcia z remontu:


A to z wczorajszego wieczoru :

Kasy biletowe, piękne zdobienia, wszystko z drewna...



Jest i wrocławski Krasnal - potencjalny pasażer ;)

Kolumny z odnowionymi malowidłami i starymi kaflami
Bez wstydu już teraz - zapraszam do Wrocławia. Szkoda tylko, ze w wagonach dalej bez zmian.

Miało nie być o hafcikach, ale melduję, że w prezencie dla osiemnastolatka już tylko kontury do zrobienia pozostały. Czyli zdążę :)

I jeszcze stara, dworcowo - peronowa piosenka


I to by było na tyle :)

sobota, 2 czerwca 2012

Szalony czerwiec ;)

Maj był szalony, a czerwiec będzie nie lepszy ;)
W planie pracy zawodowej widnieją liczne atrakcje dla dzieci w wieku przedszkolnym (dzień dziecka przeżyłam ;), całodniowa wycieczka, piknik rodzinny po godzinach pracy, ognisko z rodzicami (również po pracy), co by mile wspominali naszą placówkę, przygotowanie z dziećmi programu artystycznego na zakończenie roku szkolnego (a to tylko czterolatki), oraz oczywiście kupa papierkowej pracy i posiedzenia rady. Życia osobistego brak, o haftowaniu mogę zapomnieć...
W rezultacie postawiłam w tym tygodniu może z 10 krzyżyków na prezencie osiemnastolatka. Nie wygląda to dobrze, bo urodziny coraz bliżej. Ale damy radę :)
A tu wspomniany prezent w trakcie tworzenia ;) No, i konkurs: jakie hobby ma syn?



I to by było na tyle :)
P.S. Znów nie ma piosenki, ale nic fajnego (i nie fajnego ;) mi po głowie nie chodzi.

sobota, 26 maja 2012

Czas nagli

Coraz bliżej 18 urodzin syna, a haftowany prezent dalej leży odłogiem. Właśnie się nastrajam psychicznie, by wziąć się do pracy ostro. Ale życie nie daje :(
Każdy ma swoje problemy, zmartwienia... mam je też i ja. I to właśnie one odbierają mi chęci do robótek, bo w takich sytuacjach nic się nie chce i nic nie cieszy. Bo to największa, życiowa prawda, że najważniejsze jest zdrowie. Gdy ono jest, to resztę da się jakoś przeskoczyć...

Ciągle dłubię w Żurawiu, ale skończyły się już cudowne połacie jednego koloru. Praca powstaje w żółwim tempie, jak nieustannie muszę zmieniać nitki i co rusz wyszywać po jednym krzyżyku w innym kolorze. Ale, mimo wszystko, podoba mi się ten Gdańsk :)


A przed komunią bratanicy namieszałam jeszcze ciasta solnego i zrobiłam jej aniołka (będzie dziecko miało do kolekcji :). Nie wiedzieć czemu, anioł na przyjęciu komunijnym zrobił furorę. Był najbardziej oglądanym "prezentem" ;))) Z taką nutka podejrzliwości patrzono na mnie, bo wydawało się rodzinie bratowej, że ich oszukuję, a aniołka kupiłam po prostu w sklepie ;) A aniołek taki zwyczajny, koślawy, nieudolny, bo lepienie z masy solnej nie jest moją mocną stroną. Tu rzeczony aniołek jeszcze przed zapakowaniem go w celofan :)
Dla tych, co nie lubią nadmiernego bogactwa (czyli dla mnie ;) informacja, że złota kokarda jedynie maskuje haczyk do powieszenia aniołka. Po zdjęciu jej anioł wygląda całkiem przyzwoicie :)



Ciasta solnego trochę zostało, machnęłam więc od razu aniołka dla mamy. Jak znalazł na dzisiejsze święto :) Wiem, że mama ma już dosyć moich wypocin, ale wcale się tym nie przejmuję ;))) Niech się cieszy, że jej nic nie wyszyłam ;)



W domu ciągle remont, malowanie i ogólny bajzel. Jamnik dogląda wszelkich spraw: czy pańcio dokładnie maluje, czy dobrze dziury nawiercił... Mikusia ma chyba tego dosyć, bo zabrano jej dostęp do ulubionego (szczególnie w godzinach porannych) parapetu. W ramach protestu tez postanowiła się spakować, jak książki maturzysty :)




Piosenki nie ma, bo czort wie, czy to legalne ;)))
I to by było na tyle :)

środa, 16 maja 2012

"Nic nie mam...

...zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem..." - śpiewała kiedyś Elżbieta Adamiak. Ja też nic nie mam, tyle, że mnie zdmuchnęła wiosna ;) Ten maj jest jakiś szalony. W życiu nie miałam tylu spraw na głowie, tylu rzeczy do załatwienia, tylu kursów i szkoleń do odbycia. Jeszcze nam się z mężem remontu pokoju zachciało, więc i to też mamy :)
Ale ochłonę, zrobię 10 spokojnych wdechów i wydechów i wszystko się unormuje. I wtedy wezmę do rąk igiełkę, mulinę i będę haftować, haftować, haftować :) Marzę o tym nieustająco :)
A tymczasem nic nowego nie mam - Żuraw nad Motławą leży, prezent na urodziny syna też leży...
Mam za to starocie z zeszłego roku, kiedy to miałam mnóstwo wolnego czasu na haftowanie.

To zrobiłam dla mamy:



Takie dwa zrobiłam młodzieży na specjalne zamówienie. Wzór graficzny opracował młodszy syn ;)



Tu inspiracja z dzieciństwa. Nigdy nie udało mi się ułożyć całej ;)



Zrobiłam 4 takie breloczki. Straszna drobnica, ale efekt niezły

Dziś bez piosenki będzie, ale poprawię się następnym razem :)
I to by było na tyle ;)

niedziela, 6 maja 2012

Ale to już było...

... i nie prawda, że więcej nie wróci ;) Skojarzenia z piosenką pani MR zupełnie przypadkowe ;)
Otóż - wróciło! Wykończone, bo ile może leżeć? Odfajkowane, skończone, uff :)

Oprawa kartki w kolorze ecru fajnie komponuje się z kolorami haftu:





I brelok doczekał się powieszenia w aucie. Tu jego ostatnie chwile w domu ;)))




A jako, że napisało mi się dziś o pani Maryli R., której twórczości nie lubię (no, może znalazłabym jedną, znośną piosenkę), to dla miłośników staroci będzie i po polsku, i o niedzieli :)


Miłej niedzieli wszystkim życzę :)

czwartek, 3 maja 2012

Nerwy mam takie...

..., że hej! Robić nic nie mogę, bo łapy się trzęsą ;) O haftowaniu, mimo wolnego czasu, ani myślę...I jeszcze ukrywać te nerwy bezwzględnie muszę! A po to, żeby mój jutrzejszy MATURZYSTA niczego nie zauważył i żeby te matczyne nerwy nie przelazły na niego ;) Własny stres mu wystarczy :)


Za maturzystów trzymam kciuki, a miłośnikom staroci zostawiam piosenkę:


I to by było na tyle :)
Idę łyknąć walerianki ;)